W lusowskim kościele zawisły dwie wielkanocne palmy, które mają po osiem i pół. metra wysokości. - Do ich wykonania potrzebnych było 80 rolek bibułki, 12 worków bukszpanu i kilkaset metrów sznurka - mówi Teresa Kosmowska, jedna z dwunastu mieszkanek Lusowa, które wykonały palmy.
- Przed dziesięciu laty, kiedy palmy robiłyśmy pierwszy raz, miały one 4,5 metra. Teraz papierowych kwiatów jest 250. Wykonanie ich zajęło nam 4 godziny - dodaje Irena Mikołajczak.
Pogrzeb po latach
Ukrywana nawet po śmierci Janina Lewandowska - córka generała Józefa Dowbora Muśnickiego, powróciła w rodzinne strony. Wczoraj na cmentarzu w Lusowie pochowane zostały fragmenty jej czaszki. Była jedyną kobietą zamordowaną w Katyniu.
Zrekonstruowaną czaszkę podporucznik Janiny Lewandowskiej przekazali wczoraj naukowcy z wrocławskiego zakładu medycyny sądowej Akademii Medycznej i Uniwersytetu Wrocławskiego Towarzystwu Pamięci Józefa Dowbora Muśnickiego. W pogrzebie uczestniczyli żołnierze z jednostki w Międzyrzeczu.
Kobieta spadochroniarz
Janina Lewandowska była członkiem Aeroklubu Poznańskiego. Skończyła szkolenie szybowcowe i lotnicze. Jako pierwsza kobieta w Europie skakała z wysokości 5 tys metrów. Kiedy rozpoczęła się wojna, wyruszyła na wschód jako podporucznik 3 Bazy Lotniczej na Ławicy. Tak dostała się do radzieckiej niewoli. Przewieziona została do Katynia, gdzie 22 kwietnia 1940 r została zamordowana.
W roku 1943 do ekshumacji grobów w Katyniu przystąpili Niemcy. Szef Zakładu Medycyny Sądowej Gerhard Butz przywiózł do Wrocławia siedem czaszek. Po zakończeniu wojny polscy naukowcy zorientowali się, że jedna z czaszek należy do kobiety. Profesor Bolesław Ofierski był przeświadczony, że to z jej szczątkami ma do czynienia. Na potwierdzenie przypuszczeń trzeba było czekać blisko 60 lat.
- Zachowały się tylko dwa fragmenty czaszki A ponieważ nie były dobrze zachowane, badań DNA nie sposób było wykonać. Zastosowano inne metody, które potwierdziły, że jest to czaszka kobiety - mówi profesor Tadeusz Krupiński.
Z pomocą techniki
By zrekonstruować czaszkę, wykorzystano metodę superprojekcji. Polega ona między innymi na wykorzystaniu fotografii osoby, której czaszkę próbuje się zrekonstruować - opowiada Jerzy Kawecki z zakładu medycyny Sądowej we Wrocławiu. Szczątki Janiny Lewandowskiej wraz z ekspertyzą naukowców umieszczone zostały w urnie i pochowane w rodzinnym grobowcu.
W ten sposób zwieńczone zostały wieloletnie starania Józefa Grajka, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Józefa Dowbora Muśnickiego. Wo-jewoda wielkopolski pośmiertnie odznaczył Janinę Lewandowska medalem "Ad perpetuam rei memoriam".
Około stu kilogramów najrozmaitszych śmieci wydobyli w niedzielę z dna jeziora Lusowskiego płetwonurkowie z poznańskiego Klubu Nautica. - Nurkujemy po dwie, trzy osoby. Każdy oprócz kombinezonu i butli z powietrzem ma rękawice, by chronić dłonie. Mamy nadzieję, że po tej akcji będą następne. To zależy już od Urzędu Gminy Tarnowo Podgórne - mówi Krzysztof Sobkowiak z klubu Nautica, organizator akcji. - Wydobyliśmy puszki, butelki, a nawet wrak statku, szkoda że był to wrak plastykowej zabawki - mówi Katarzyna Bartoszewicz. Zdaniem płetwonurków woda... cuchnie. Przyczyną może być spuszczanie ścieków. Sprzątali zaś dno w rejonie najbardziej uczęszczanym przez plażowiczów. - Woda miała temperaturę 17 stopni, a schodziliśmy do głębokości 9 metrów - mówią Sylwia i Marek Frencel. Pod wodą spędzili oni 44 minuty.
Zakończył się plener plastyczny nad jeziorem Lusowskim. Uczestniczyli w nim policjanci-plastycy. Jednym z nich był Krzysztof Jakubik, autor rzeźby Wrota piekieł. Pomaga mu Ryszard Siejak. Rzeźbę wykonanali z topoli, a inspirowana była tematem z „Boskiej komedii" Dantego. Praca traf do Galerii na Strychu przy ul. Wyspiańskiego w Poznaniu.
Nad jeziorem Lusowskim
Blisko czterdzieścioro dzieci z gminy Tarnowo Podgórne i innych miejscowości z całego kraju, pod okiem plastyków, poznaje nad jeziorem Lusowskim różne dziedziny plastyki. -Był czas na malarstwo, grafikę, linoryt. Uczyły się też zasad oprawiania prac i urządzania ekspozycji - mówi Barbara Kubiak Sobczak ze Stowarzyszenia Twórców i Sympatyków Kultury przy Komendzie Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Za jedną z trudniejszych technik dzieci uznały intarsje. - Wykonywaliśmy szachownice, kwiaty, zwierzęta. To trudna technika. Trzeba uważać, by nie skaleczyć się nożykiem. Trzeba pracować ostrożnie. Jest też bardzo pracochłonna - mówi Dawid Mrowiński i Ronald Dudek. W ramach pleneru zorganizowany został przemarsz przez Lusowo z parasolami. - Parasole dzieci wykonały samodzielnie. Pomysł wzorowany był na projekcie amerykańskiego plastyka Matta Lamba, który zebrał dzieci policjantów i strażaków, którzy zginęli w czasie ataku terrorystycznego na Nowy Jork i tworzył z nimi również parasole. W przyszłym roku z parasolami wykonanymi na tym plenerze chcemy udać się do Francji, by tam promować Wielkopolskę - dodaje Barbara Kubiak Sobczak. - Plener ma też uczyć dzieci jak spędzać czas wolny - dodaje Anna Woźniak z GOK Sezam, który jest współorganizatorem pleneru.
Jednak nie samą sztuką żyją dzieci w czasie pleneru. Wielką atrakcją okazał się przyjazd policjantów z komisariatu wodnego w Poznaniu z nowofundlandami zwanymi też wodołazami. Starszy posterunkowy Dariusz Białkowski i starszy sierżant Michał Maciejewski mówili jak dziecko powinno się zachowywać, gdy spotka nieznajomego psa.
Mimo lata wstrzymana została budowa ronda w Lusowie.
Niby można nim przejechać, ale przecież nie ułożono wierzchniej warstwy, brakuje krawężników. Coraz więcej dziur, w których można stracić koło jest też w odcinku betonowej drogi powiatowej łączącej Tarnowo Podgórne z Lusowem. Co robi Zarząd Dróg Powiatowych w Poznaniu?
- Budowa ronda w Lusowie to inwestycja wspólna ZDP i gminy Tarnowo Podgórne. Jednak gmina ociągała się z przekazaniem pieniędzy. W związku z tym przetarg, w którym wyłoniony zostanie wykonawca kolejnego etapu budowy ronda ogłoszony zostanie dopiero we wrześniu. Prace zaczną się zatem najpewniej na przełomie września i października - wyjaśnia Marek Nowicki, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych
Tymczasem przez rondo w Lusowie przejeżdża dziennie po kilkanaście ciągników siodłowych. Kierujący nimi nic nie robią sobie z zakazu jazdy dla najcięższych pojazdów. One zaś niszczą to co już zostało zrobione. Obłamują krawędzie ułożonych warstw nawierzchni, a że przy krawędzi drogi są ogromne kałuże, które podmywają jezdnie o uszkodzenia łatwo.
Fatalnie wygląda odcinek między lusowskim rondem a Tarnowem Podgórnym. Przejeżdżający powinni zatem poważnie potraktować obowiązujące tam ograniczenia prędkości
Dwadzieścia nowofundlandów uczestniczyło w szkoleniu przygotowującym czworo nogi do ratownictwa wodnego. Odbyło się ono w Lusowie, a zorganizowało je Stowarzyszenie Terranova z Poznania.
Mieliśmy dwadzieścia psów, choć liczba się zmieniała. Ludzie w miarę wolnego czasu dojeżdżali i odjeżdżali Czworonogi były z różnych regionów kraju, ale najwięcej z południa - mówi prowadząca szkolenie Magda Źywocka. Wśród prowadzących zajęcia była też i Nicole Haberer z niemieckiego Klubu Nowofundlanda. Organizatorów wspierali polijanci z Komisariatu Wodnego. Mają oni aktualnie trzy nowofundlandy oraz jednego owczarka. Uczestnicy byli podzieleni na 2 grupy. W początkującej uczono jak kierować psem w wodzie i na lądzie oraz podejmować osoby przytomne znajdujące się w wodzie. Przewodnik psa mógł posługiwać się wyłącznie poleceniami W grupie zaawansowanych przewodników i psów uczono podejmowania akcji z szybko płynącej łodzi uczono jak kierować psem w wodzie i na lądzie oraz podejmować osoby przytomne znajdujące się w wodzie. Przewodnik psa mógł posługiwać się wyłącznie poleceniami. W grupie zaawansowanych przewodników i psów uczono podejmowania akcji z szybko płynącej łodzi. Nowofunlandy uczyły się też skoków z łodzi do wody oraz holowania człowieka do łodzi.
- W naturze tej rasy jest holowanie do brzegu. Było to więc coś nowego dla większości uczestników szkolenia. Obydwa moje nowofunlandy są w grupie zaawansowanej. Starsza Tycia - pełniła role prezentera wszystkich tych umiejętności. Zołza pracowała z Michałem moim synem - Mówi Magda Śmigla Żywocka, pasjonatka wodołazów, bo i tak są te psy nazywane.
Szkolenie zakończyło się wręczeniem nagród dla najlepszych psów. Te zaś ufundował Niezależny Związek Zawodowy Policjantów. W ten sposób policjanci popierają ratownictwo wodne.
Organizatorzy zobowiązali się do zorganizowania kolejnego szkolenia. Jesienią tego roku planowane jest seminarium, w przyszłym roku przynajmniej tygodniowe szkolenie między majem a wrześniem.
Angielski i francuskie pieśni z okresu renesansu ale także pieśni izraelskie oraz Góralu czy ci nie żal śpiewali wczoraj amerykańscy studenci w kościele w Lusowie. The Chamber Singers of Hoverford tworzą studenci dwóch pensylwańskich uczelni. W czasie tournee po Polsce śpiewali już w Poznaniu. Dzisiaj wyjeżdżają do Warszawy. Ich pobyt w Lusowie to zasługa Sławomiry Zbierskiej Salameh pochodzącej z gminy Tarnowo Podgórne, absolwentki UAM pracującej w USA.
Balik dla najmłodszych dzieci oraz Dzień Seniora oto zamierzenia Rady Sołeckiej Lusowa. Mieszkańcy wnioskują by gmina wykorzystała bezrobotnych do remontowania dróg.
We wtorkowe łudnie w świetlicy wiejskiej odbyło się spotkanie Rady Sołeckiej z mieszkańcami Lusowa oraz wójtem i radnymi gminy Tarnowo Podgórne. Spotkanie było potrzebne, by ustalić na co rada sołecka będzie wydawała pieniądze jakie otrzymała z budżetu gminy. Kwota w wysokości 4070 złotych będzie spożytkowana na - abonament telefoniczny dla sołtysa - 520 zł, a także organizację balu dla przedszkolaków i dzieci ze Szkoły podstawowej oraz dnia seniora. Ponadto sfinansowane będą Powitanie Wiosny, Powiatowy Przegląd Zespołów Folklorystycznych, Dzień Pieczonego Ziemniaka i dożynki w Lusowie nazywane "U księdza za płotem".
W trakcie spotkania sołtys Marian Walczak przedstawił też wysokość stawek za wynajem świetlicy wiejskiej w celu organizowania imprez. Za wynajęcie na dwie doby trzeba zapłacić 400 zł. Każda następna doba kosztuje 100 zł. Salę można wynająć i na godziny co kosztuje 20 zł/h. Rada Sołecka postanowiła przyznać mieszkańcom wsi rabat na wynajem w wysokości 50 proc. Mieszkańcy Lusowa zaproponowali by z 1,5 mln zł jakie gmina chce przeznaczyć na pomoc społeczną 0,5 mln zł przeznaczyć na roboty publiczne, które mieszkańcy pojmują jako aktywizację gospodarczą. Osoby bezrobotne miałyby pracować przy utrzymaniu dróg.
Wozy gaśnicze, samochód z drabiną i kilkudziesięciu strażaków zjechało w sobotnie popołudnie pod kościół w Lusowie. Patrykowi - strażakowi zawodowemu i ochotnikowi ze Suchego Lasu oraz jego wybrance Izabeli, mieszkance Lusowa udzielał ślubu udzielał kapelan strażaków ks. Ignacy Karge.
- Na pożarze nie byłem nigdy, ale po kolędzie ze strażackim toporkiem chodzę - mówił po mszy ks. Karge.
Państwo młodzi opuścili świątynie w szpalerze strażaków pod wzniesionymi toporkami. Później małżonkowie wjechali strażacką drabina najwyżej jak można.
Oj, dana o, dana, nie będę się żenił aż mi dojdą lata, aż mi syn zawoła ożeń, że się tata - wyśpiewują Wiwaty. Weselni goście zgromadzeni w muzealnej stodole w Szreniawie zanoszą się śmiechem.
W stodole w Szreniawie stoły uginają się od weselnego jadła. Goście podśpiewują za kapelą Wiwaty. I choć to muzeum - wesele Jest najprawdziwsze i ślub, jak mówi proboszcz z Komornik, autentyczny, konkordatowy.
Na honorowych miejscach - ona, Panna Młoda, choć z podpoznańskiego Konarzewa, to jednak jej suknia na wzór ludowych z okolic Krzczonowa. On, Pan Młody w surducie wzorowanym też na krzczonowskim stroju.
Nieopodal przechadza się i przypatruje wszystkiemu główny sprawca wydarzenia. Dla którego wszystko, to tylko próbą jest przed tym, co ma się wydarzyć za rok.
- Za rok muzeum będzie obchodziło jubileusz czterdziestolecia działalności. Chcemy zaprezentować na ten jubileusz weselewielkopolskie - mówi Jan Maćkowiak, dyrektor Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Spożywczego.
Żeby jednak wszystko się udało, próbę postanowiono zrobić już teraz. Parę Młodą znalazł komornicki proboszcz.
- Żaneta i Krzysztof byli pierwszą parą, której zaproponowałem udział w widowisku. Rozmawiałem też z rodzicami Krzysztofa i usłyszałem takie zachęcające: porozmawiamy o tym jeszcze. Znam Krzysztofa i jego rodzinę od lat. On jeszcze jako dziecko służył do mszy - mówi ks. Jerzy Kaźmierczyk.
Wieś w muzeum
Polana w szreniawskim Muzeum zamieniła się w wieś. Po jednej stronie stanęła zagroda Panny Młodej, a po przeciwnej - Pana Młodego. W izbach, na pobielonych wapnem ścianach obrazy Matki Boskiej meble i sprzęt codziennego użytku - masielnice, formy do bab, drewniane łyżki, garnki do mleka, barwna, lubelska skrzynia, kredens. Za zagrodami Młodych przysiedli rzemieślnicy.
Nie święci garnki lepią
Z Urzędowa przyjechał Zygfryd Gajewski, senior rodu, Cezary Gajewski, jego syn i Rafał Gondera, wnuk seniora. Wszyscy trzej są garncarzami
- W naszej rodzinie ten fach od czterystu lat przechodzi - z ojca na syna - mówi Cezary Gajewski.
- Garnki urzędowskie są zielone albo czerwone, jak wypalona glina. Ale najważniejsze jest to, że wody nie przepuszczają, bo w glinie z naszych stron dużo jest żelaza - mówi Cezary Gajewski.
- Nasze garnki - mówi Gajewski - tłukli w "Ogniem i mieczem". W ciągu roku garnki wypalamy tak, ze trzy, cztery razy w roku. Ale za każdym razem do pieca trafia do dwóch tysięcy różnych naczyń.
Wieczór panieński
- Po cóżeście przyjechali, stanęliście w sieni - śpiewają dziewczęta na widok chłopców w barwnych strojach spod Biłgoraja, Krzczonowa, Włodawy, Lubartowa. Tak zaczyna się targ o rózgę weselną. Na pierwszą starosta nawet spojrzeć nie chce.
- A ta wam się podoba - pyta starościna starostę, pokazując barwniejszą. - A co wy za to dacie, myślicie, że ta kosztuje mało. 10 tysięcy dajcie. Za 10 tysięcy kupiłbym cielę - mówi starosta. I nagle marszałek weselny wyrywa rózgę starościnie.
A najmłodszy brat rozplata Pannie Młodej włosy. - A niech płaci Pan Młody za splecenie włosów przyszłej żony - wykrzykują jej rówieśnice. A wszyscy, to tancerze zespołu Lusowiacy z Lusowa.
W telewizji były
- Oj, przynieś kuchareczko, oj przynieś okrasy, nie będziemy jeść postnej ... - podśpiewywały Jadwiga Serewa i Helena Kołodziej ze wsi Wielkolas spod Lubartowa.
- Nie raz przygotowywałyśmy inscenizacje wesel. Chodziłyśmy wtedy po wsi, po najstarszych mieszkańcach i spisywałyśmy to, co który z nich spamiętał. Mężowie zazdrośni byli, że nas w domach nie ma, więc zaczęli na próby zespołu przychodzić. A potem trafiliśmy do telewizji z jasełkami, herodami - opowiada Jadwiga Serewa. Do Szreniawy przyjechała z haftowanymi serwetkami.
Egzamin z pacierza
Wczesnym sobotnim popołudniem zjawiają się. Jeszcze w „cywilnym stroju". On w garniturze ona białej bluzce i długiej czarnej spódnicy. Autentyczna Para Młodych. Jest i ksiądz Jerzy Kaźmierczyk. Za chwilę w obecności setek ludzi będą egzaminowani z pacierza.
- Nigdy nie egzaminuję młodych ludzi. Staram się z nimi rozmawiać. Życie jest najsurowszym egzaminatorem - mówił jeszcze dzień wcześniej komornicki proboszcz. A jednak w rozmowie głos Młodym chwilami cichnie. Niektóre pytania zaskakują.
Słomiane zabawki
- Trzeba w odpowiednim momencie zebrać słomę. Inną część na kapelusz się przeznacza, inną na baranki i koniki - opowiada Helena Kołodziej. Obok niej kwiaty ze słomy i słomiane ocieplacze do wiejskich butów - Kosze robimy tak duże, że troje dzieci się w nich zmieści - opowiada kobieta pokazując jedno ze słomianych naczyń. Oj, zjechała ze swoimi słomianymi konikami i baranami całą Europę i w Hiszpanii była i w Niemczech na wystawie EXPO 2000, w Hanowerze.
Bo nietypowy
- Kiedy dowiedzieliśmy się, że poszukiwana jest Para Młoda spodobał się nam pomysł. Chcieliśmy przeżyć coś nietypowego. Jednak później znajomi zaczęli opowiadać: a problemy będą, a po co sobie komplikować, dość ze zwykłym weselem jest problemów - opowiada Żaneta i Krzysztof.
Z rolnictwem niewiele mają wspólnego. Dziadek miał spore gospodarstwo. Pan Młody ukończył technikum, wojsko ma już za sobą. Ona pracuje jako sprzedawca.
- Chcemy być razem. Na początek zamieszkamy przy rodzicach. Powoli założymy rodzinę.
- A dlaczego zgodziliście się na Wesele Lubelskie? - Mój tata z lubelskiego pochodzi - mówi Żaneta.
Sołoducha
Oprócz pierogów z mięsem, z kapustą a nawet z kaszą gryczaną, serem oraz korowaja, goście Lubelskiego Wesela mogli zaznajomić się z potrawami, które sporządzano na lubelskiej wsi na początku XX wieku. - Sołoducha, to zupa na zakwasie zrobiona ,coś a'la nasz żurek ale że nie na mięsie, przeto mało pożywna. Zakwas zaś robiono z mąki gryczanej mieszanej z żytnią, a następnie zalewanej zimną i gorącą wodą. Do smaku do zupy dodałam kminek, Żeby smak był wyraźniejszy - mówi Jamna Skworz, kustosz muzeum.
Powózką do ślubu
W niedzielny ranek Pan Młody wyrusza spod swojej zagrody powózką do domu Panny Młodej. Tam błogosławią ich rodzice.
- A pamiętajcie chwyćcie rodziców pod kolana, jak to onegdaj było radził ksiądz proboszcz Młodym przed weselem. Do kościoła Pannę Młodą wprowadził ojciec Przy ołtarzu czekał już Pan Młody.
Krakowscy malarze
A kościół jest szczególny. Powstał na przełomie XIII i XIV wieku. Dla dzisiejszego kształtu najważniejsze jest to, co stało się w latach 20 XX wieku - Zaproszeni do Komornik zostali krakowscy artyści by upiększyć świątynię. Ci sami którzy później założyli szkolę sztuk pięknych w Poznaniu - mówi proboszcz. W niedzielę zapełnił się też tymi, którzy chcieli zobaczyć nietypowy ślub.
Pomogli policjanci
W asyście policjantów, powózką Państwo Młodzi powrócili z kościoła do Szreniawy.
Gdy już powitani zostali chlebem i solą, na tacy przyniesiono im kieliszki z wódką. I musieli ją wypić.
Oj, chmielu
Matka Panny Młodej zdjęła z jej głowy wianek i do skrzyni stojącej w komorze schowała, by dla młodszej córki był.
- Żebyś ty chmielu po tyckach nie lazł. Nie przerabiałbyś z panienek niewiast - śpiewają druhny. - Już jesteś nasza - mówią mężatki, gdy przystępując do oczepin. - Oj, nie nasza lamentowali kawalerowie. - Jeszcześ nasza przekomarzały się dziewczęta. Marysiu naso, we kpieś została, Ześ się starościnie oczepić dała.
A weselny starosta nalewał w kieliszki. Tańcom i zabawom końca nie było.
A sen miałam
- A nie prawda, tę noc przedślubną krótko spałam i wcale nie pamiętam, czy coś mi się śniło. Dopiero po północy zmrużyłam oko, no i wcześnie trzeba było wstać - mówi Panna Młoda.
Pan Młody jakby zamyślony jeszcze po kościele, też wspomina noc nie najlepiej. - Długo zasnąć nie mogłem - mówi. Zgodnie twierdzą, że największym przeżyciem był sam ślub kościelny.
Raz na cztery lata- Skromnie było, w domu, bo czasy były takie, że po restauracjach się nie wyprawiało wesel. Ale muzyka była i tańce też - mówi Jan Maćkowiak, zapytany czy pamięta swoje wesele. Inni goście weselni są pytaniem zaskoczeni.
- Pamiętam swoje wesele, to było 29 lutego. Ale ile to było lat temu trudno powiedzieć, bo rocznicę ślubu obchodzimy tylko w lata przestępne, co cztery lata. Burmistrz chociaż rzadko udzielał ślubu stwierdził, że mnie i mojej żonie udzieli go osobiście. A na weselu cały zespół był i muzyka była, tylko na żywo - mówi Andrzej Horbik z zespołu Wiwaty który przygrywał na weselu.
Do białego rana
- Oj dana, oj dana, nie będę się żenił aż mi 100 lat minie, aż mnie tyż zaciągną, jak byka na linie - dobiegało późnym wieczorem z muzealnej stodoły. - Hej, goście na lewo, hej goście na prawo, pijemy dzisiaj wódkę. Kto w styczniu urodzony bierze kieliszek do ręki i pijemy aż da dna, kto w styczniu urodzony - zaśpiewuje wodzirej. - Kto w lutym urodzony - tak miesiąc po miesiącu, pojedyncze kieliszki idą w górę. - Kto nago urodzony i wszystkie dłonie wędrują w górę. - Zamiast wódki kieliszki wypełniają się piwem. Któraś z pań chwyta kufel, kapela leje jej pełen kufel i baczy, by duszkiem piwo wypiła. - Nie martw się dziewczyno, że ma głowa siwa, bo pod starymi dębem twardy korzeń bywa - roznosiło się po okolicy.
Powiedzieli sobie "tak" w okolicznościach, w jakich nikt dotąd tego nie robił. Młodzi mieszkańcy gminy Komorniki byli głównymi bohaterami Wesela Lubelskiego.
Pierwsze w dziejach polskiego muzealnictwa wesele z autentyczną Para Młodą odbyło się w sobotę i niedzielę w Muzeum Narodowym Rolnictwa i Przemysłu Spożywczego w Szreniawie. Już dzień przed ślubem Państwo Młodzi uczestniczyli w obrzędacj przedweselnych. A odbywały się one na oczach licznie zgromadzonej w Muzeum publiczności.
Na polanie wyrosły dwie chaty wiejskie. Jedna była zagrodą Pani Młodej, druga Pana Młodego. Prawdziwej próbie poddani zostali jednak na ogromnej scenie wyobrażającej wiejską izbę. To tam właśnie Państwo Młodzi egzaminowani byli z pacierza. Najprawdziwszy ksiądz - Jerzy Kaźmierczyk zdążył zadać państwu młodym niejedno pytanie. Oj, było gorąco, gdy Pan Młody, były ministrant próbował odpowiedzieć na pytanie ile jeszcze sakramentów jest przed nim.
W obrzędach uczestniczył zespół Lusowiacy z Lusowa gm. Tarnowo Podgórne a przygrywała im kapela "Wiwaty" z Pobiedzisk. Byli też twórcy ludowi z Lubelszczyzny jak chociażby Jadwiga Serewa i Helena Kołodziej z wsi Wielkolas w powiecie lubartowskim. Na oczach zwiedzających panie haftowały serwetki i wyplatały ze słomy kwiaty i najrozmaitsze ozdoby. Po przeciwnej stronie polany był zaś warsztat garncarza z Urzędowa.
- Od czterech już wieków w naszej rodzime kontynuowana jest garncarska tradycja - mówi Cezary Gajewski, który do Szreniawy przybył z ojcem Zygfrydem i krewniakiem Rafałem Gonderą.
Były i lubelskie potrawy. Były takie jakie i dzisiaj jada się na weselach w tej części Polski i takie jakie jadano na codzień na początku XX wieku, jak choćby gryczane pączki czy Kulasz, czyli zupa z kaszy gryczanej o konsystencji krupnika.
- Kasze stanowiły podstawę jadłospisu lubelskiej wsi, bo gryka była tam powszechnie uprawiana. W Wielkopolsce już tak dobrze się nie udawała - mówi Joanna Skworz, kustosz wystawy.
Tysiąc pięćset złotych kosztował kompletny strój łowicki jakich kilkanaście zakupił Gminny Ośrodek Kultury "Sezam" na potrzeby tancerzy z zespołu folklorystycznego "Lusowiacy". Zwykle strój kosztuje około 7 tysięcy. W wielkanocny poniedziałek młodzi członkowie zespołu zaprezentowali swoje umiejętności przed kościołem w Lusowie.
- Mamy więcej tańców do zaprezentowania niż strojów. Gdy nadarzyła się okazja w Spale w czesie ubiegłorocznych dożynek nie mogliśmy jej zaprzepaścić - mówi Roman Matysiak choreograf zespołu. Właśnie w czasie dożynek w Spale lusowiacy poznali mieszkanki podłowickich wiosek, które wykonały stroje. Szyto i haftowano je ręcznie i na miare. Umiejętności tancerek i tancerzy będzie można podziwiać na początku czerwca w czasie powietowego przeglądu zespołów folklorystycznych jaki odbędzie się w Lusowie.
Cztery kilogramy waży strój łowicki w jakim zaprezentowały się dziewczęta z zespołu Lusowiacy w czasie pokazu obrzędów wielkanocnych. Pokaz odbył się w poniedziałek wielkanocny przed kościołem w Lusowie. Wodą polany został nawet proboszcz Ignacy Karge, który obrzędom się przyglądał.